sobota, 15 lutego 2014

P R O L O G

Mówią, że jak w coś się wierzy to można dostać wszystko czego tylko się zapragnie. Ja osobiście nie jestem tego zdania. Jeśli się czegoś pragnie to trzeba na to zapracować, a nie tylko o tym marzyć. No bo wkońcu, jak długo można tylko marzyć.? Długo. Ja marzyłam w coś nierealnego dosyć czasu, aby nadszedł ten dzień w którym wszystko się zmieniło, a mnie samej charakter zmienił się nie do poznania.
Ciemny las, czyjeś kroki za mną. Uciekałam przed czymś. Dookoła czułam zapach zgnilizny i... śmierci. Tak. Czułam zapach śmierci. Unosił się nade mną niczym krwawe widmo. Przyśpieszyłam, o ile było to jeszcze wogóle możliwe. Wszystkie moje mięśnie i nerwy paliły od długiego dystansu, ale ja się nie poddawałam. Starałam się uciec od tyrani. Chyba. Nie byłam pewna, gdyż mój mózg był zbyt młody, żeby zapamiętywać niektóre pojęcia.
W mojej głowie dudniły słowa mamy : Jak dają-bierz. Jak biją-...uciekaj.
A więc uciekałam, jak najdalej tylko mogły mnie ponieść nogi...

---*****---

Myśleli, że spała, lecz jakże bez podstawne były ich założenia. Nasłuchiwała tylko kiedy miną drugie drzwi, a dźwięki stanął się wyraźniejsze. Odliczała sekundy. Jeszcze chwileczkę musiała wytrzymać. Trzy... Dwa... Jeden... 
Nie mogła się już wycofać. Szarpneła rękami i zerwała pasy bezpieczeństwa, którymi była przywiązana. Zdziwiła się, że nie ubrali jej w kaftan, ale nie zastanawiała się nad tym. Działała instynktownie. Usiadła i rozejrzała się. Tak, jak się domyślała stała przy niej tylko jedna osoba i to całkowicie zdezerientowana. Bez chwili namysłu odpieła pasy na nogach i wstała. To był błąd. Lek, który dostała znacząco ją osłabił. Przemłóciła powietrze rękami i oparła się o ścianę. Wzieła parę głębokich oddechów i wybiegła przed budynek. Zimne powietrze chłostało ją po policzkach i gołych kostkach. Była już ciemna noc. Dookoła było cicho. Rozejrzała się nie pewnie i pobiegła. Biegła tak, jak pare lat temu.
Ulice były słabo oświetlane przez latarnie. Nigdzie nie było widać chociażby żywej duszy. Mineła parę przecznic i zatrzymała się przy grupce bezdomnych, którzy stłoczyli się ciasno przy śmietniku, w którym paliły śmieci. 
Czyżby to było...
Nie dokończyła myśli, gdy usłyszała czyjeś głośne kroki.

~~~~***~~~~***~~~~

Nadszedł ten czas kiedy znowu powróciłam do pisania. 
Pozdrawiam ;)